Poniedziałek, 24 lipca 2017

Tagi: recenzja zblogowani recenzja

30 października 2016

Z dziennika krakowskiej podkuchennej [recenzja]

Ewa Czarnowska-Woźniak

Wszystko na świecie musi mieć równowagę. Ktoś się gdzieś rodzi, ktoś umiera. Ktoś okrada, więc ktoś zostaje okradziony. Komuś przytrafiają się dobre rzeczy, to komuś w tym czasie staje się coś przykrego... Ta „ludowa” mądrość kucharki z podkrakowskiego dworku staje się tezą powieści, otwierającej trzytomową sagę „Kuchennymi drzwiami”.

Oto podkuchenna Zosia zostaje wygnana ze dworu po tym, jak - wykorzystana przez dziedzica - zachodzi w ciążę. Zahukane dziewczę najchętniej skoczyłoby teraz do rzeki, ale powstrzymuje ją przed tym wiara. Rusza więc do Krakowa, gdzie - zgodnie z życiową równowagą - ktoś zamiast niej właśnie skutecznie pożegnał się z łez padołem... Panu Teodorowi, majętnemu krakusowi, pozostało niewiele tygodni życia, postanowił więc (nieco przewrotnie) uporządkować swoje sprawy, a potem pociągnąć za spust... I tak, kamienica i majątek ziemski po samobójcy trafiły się Florianowi, ubogiemu, niespełnionemu literatowi, który potem sam zaczął zarządzać mieniem więcej niż oryginalnie... To właśnie Florian (któremu „ktoś” kolejno kradł pomysł na pisanie „Wesela”, „Chłopów” i „Moralności pani Dulskiej”...) staje się pewnego rodzaju spoiwem akcji, to gdzieś - bliżej lub dalej - wokół niego gromadzą się ludzie ze swoimi poplątanymi historiami. Wyższe sfery mieszają się z niższymi, cyganeria z żydowskimi kupcami, sufrażystki z dewotkami i zubożałymi szlachciankami, które nie przyjmują do wiadomości wiatru historii... Podglądamy więc Zosię i Klimę - jej nieś-lubną, ambitną córkę, która nie chce dziedziczyć kompleksu podkuchennej. Kibicujemy lesbijce France i jej zakochanemu w... lokaju meżowi. Trzymamy nawet kciuki, by nie powiodło się bezdusznej i bezrefleksyjnej rodzinie Rozchodowskich. I podglądamy chłopa Klemensa, który zadaje się z krakowskimi kokotami, ale panicznie boi się wizyty u doktora Dąbrowskiego, który leczy z „tych” rzeczy... Bo w sumie, choć powieść ta to rzecz dość błaha, czyta się ją dość przyjemnie. O takich fabułkach mawia się zwykle, że „wciągają” do lektury. I tak stało się ze mną.


„Kuchennymi drzwiami” od razu zaprojektowana została na trzy tomy („Światło i cień” oraz „Ze śpiewem na ustach”), pewne więc jest, że autorka rozpisała sobie już kontynuacje i nowe wątki. Zgrabnie zakończona „Gra pozorów” („Każdy grzech w końcu wróci do tego, co trzeba...”) pozwoli poznać dalsze losy bohaterów - oczywiście przynajmniej tych, których Katarzyna Majgier zgrabnie nie uśmierciła. Akcja pozostała otwarta - jak w dobrym serialu. Tu, przy okazji, kłaniają się kanoniczne angielskie produkcje, którym przypisać może można dalekie więzi z „Kuchennymi drzwiami”. Krakowskiej sadze daleko jeszcze do finezji „Downton Abbey” czy „Schodami w górę, schodami w dół”(Na salonie i w suterenie), ale czyta się to - jako się rzekło - przyjemnie.

***
Katarzyna Majgier,
Kuchennymi drzwiami (t.1 Gra pozorów), powieść obyczajowa,
Wyd. Zwierciadło, Warszawa 2016

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 30-10-2016 10:00

    Brak ocen 0 0

    - dr filozofii : ta pani podobno gdizes uczy wg jej teorii bydzia nma dzis 70 tys mieszk czyli jak w 1946

    Odpowiedz

Jest impreza!

  • Brak wydarzeń tego dnia

  • Brak wydarzeń tego dnia

  • Brak wydarzeń tego dnia

  • Brak wydarzeń tego dnia

  • Brak wydarzeń tego dnia

  • Brak wydarzeń tego dnia

  • Brak wydarzeń tego dnia

forum bydgoskie